sobota, 26 października 2013

Ból

KROK I
BÓL



Było już ciemno, ciężkie krople deszczu spływały po policzkach młodego chłopaka, a lodowaty wiatr usilnie starał się znaleźć jakąś lukę, w mocno zaciśniętym na drobnym ciele płaszczu.
Taemin trząsł się z zimna, ale nie miał najmniejszego zamiaru wracać na salę. Nie, od kiedy pojawiła się tam ona - Victoria. Liderka zespołu f(x), Chinka o jakże uroczym uśmiechu, zgrabnym ciele i tej cudownej charyzmie, za którą podziwiana była przez Onew i tak bardzo nienawidzona przez Tae.
Nie cierpiał jej za to wszystko, co miała, a czego on nigdy nie będzie w stanie posiąść. To wszystko, co sprawiało, że Jinki wpatrywał się w nią jak w obrazek i nikt nie robił mu z tego powodu wyrzutów. W końcu to całkiem normalne. Jaki szanujący się mężczyzna nie oglądałby się za taką kobietą? Na dodatek już od dłuższego czasu wszyscy w zespole zaczęli zauważać, że dwoje liderów ma się ku sobie.
Niestety, Taemin także to spostrzegł. Sprawiało to, że jego zazdrość wciąż rosła. Pragnął, aby to w niego Onew tak się wpatrywał, aby to jemu poświęcał tyle uwagi. Tym bardziej, że ostatnimi czasu lider zachowywał się tak, jakby maknae w ogóle nie istniał, a przecież byli przyjaciółmi! Nie zależnie od tego, co czuł Tae wciąż byli przyjaciółmi.
Dlaczego więc, mimo iż tak wiele dawał, nie otrzymywał nic w zamian? Każdego dnia robił wszystko, by Jinki spędzał z nim jak najwięcej czasu. Starał się go uszczęśliwić na milion sposobów, ale on wciąż pozostawał obojętny, zbywał go przysłówkami i wymykał się. A wcześniej tak nie było! Wszystko przez tę wstrętną cizię, Victorię!
Co ona sobie wyobrażała?! Że może tak po prostu wszystko zniszczyć?! Całą ich przyjaźń, na którą tak długo pracowali?! Przyjaźń, która koniec końców, przerodziła się w bolesną miłość…
- Taeminnie? – Maknae drgnął słysząc znajomy, ciepły, a zarazem okropny głos.  W między czasie zorientował się, że deszcz już dawno zmieszał się z jego własnymi łzami. Pociągnął cicho nosem i ukradkiem otarł mokre policzki.
- Czego chcesz? – Burknął cicho, a jego głos został prawie całkowicie zagłuszony przez dudniący deszcz.
Victorii nie podobało się zachowanie maknae SHINee, trwało to zbyt długo, ta bezpodstawna niechęć i często raniące słowa. Dziewczyna mimo tego się nie poddawała, wciąż starała się uzyskać przyjaźń od najmłodszego, ale raz co raz wpadała na przysłowiowy mur, który tancerz rozstawił wokół siebie.
- Przeziębisz się, jeśli nadal będziesz stał w tej ulewie. – Lee prychnął cicho i nie ruszył się z miejsca, po krótkiej chwili poczuł, że woda już nie obija się o jego ciało. Spojrzał zdziwiony w górę i zobaczył czerwień parasolki. – Powinieneś wrócić do środka. – Qian spojrzała na chłopca z troską w oczach, ale on wcale nie chciał jej widzieć, więc tylko odmruknął jej, pełnym jadu głosem:
- A ty nie powinnaś mi rozkazywać. Nie jesteś moją matką! – Następnie włożył zmarznięte dłonie, w i tak mokre, kieszenie dżinsów, po czym ruszył przed siebie pozostawiając osłupioną Victorię samej sobie.

~ * ~

- I co? Przeprowadziłaś go? – Zniecierpliwiony Key niemal zmaterializował się przed biedną i zmartwioną Victorią.
- Niestety nie, poszedł gdzieś. – Eomma zaklął pod nosem.
- Cholera! Co ten dzieciak sobie wyobraża? Ostatnio cały czas się tak zachowuje. Onew! Nie uważasz, że powinieneś z nim porozmawiać?! Jesteś liderem i na dodatek to ciebie młody lubi najbardziej.
Jinki tylko uśmiechnął się smutno i nie skomentował słów przyjaciela, na co ten wybuchł jeszcze większym gniewem. Lider jednak już go nie słuchał. Zdjął z wieszaka kurtkę i zaczął się ubierać.
- Gdzie idziesz? – Zainteresował się Jjong.
- Do domu, próby raczej i tak już nie zrobimy skoro zniknął nam główny tancerz. – Po tych słowach Lee po prostu opuścił salę ćwiczeń, wychodząc przy tym na mroźne powietrze.
Pogoda zamiast ulegać poprawie wciąż się pogarszała, tak bardzo oddając nastrój Onew w tamtej chwili.
Chłopak, aby nie zmarznąć w drodze do domu, zatrzymał taksówkę i rozsiadł się wygodnie w ciepłym wnętrzu auta. Zwyczajowe odgłosy miasta zostały na chwilę zagłuszone przez warkot silnika, dudniący deszcz i jego własne, czarne myśli.
W głowie na okrągło huczały mu słowa Key: ‘powinieneś z nim porozmawiać’, a przecież doskonale o tym wiedział. Jednak bał się. Był pełen obaw, że podczas poważnej rozmowy pokaże zbyt wiele uczuć, że powie jak bardzo drży ze strachu o się o swojego Taemina, jak jest o niego zazdrosny czy też jak mocno mu na nim zależy.
Wiedział, że nie może tego zrobić, ponieważ jego uczucia są sprzeczne z naturą i wszelaką harmonią utworzoną przez świat. To, co czuł nigdy nie mogło zostać odwzajemnione.
Wolał cierpieć w samotności niż dawać jakiekolwiek problemy do zmartwień maknae.
Jedyne, czego pragnął to jego szczęście.

~ * ~

Taemin siedział na kanapie w salonie rozkoszując się smakiem gorącej czekolady. Jego szeroko otwarte, brązowe oczy z zachwytem wpatrywały się w ekran telewizora, na którym wyświetlany był program dokumentalny o pandach wielkich.
Nagle chłopak usłyszał szczęk klucza w zamku. Zlękniony spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. Coś zdecydowanie się nie zgadzało. Ostatnimi czasy członkowie zespołu po skończonym treningu zawsze odwiedzali bliski hali bar; tam jedli kolację i często pili o wiele więcej soju niż powinni.
Tymczasem drzwi się otworzyły i dało się słyszeć kroki jednej osoby. Maknae odłożył kubek z parującym płynem na szklany stolik, a wszystkie mięśnie w jego ciele się spięły. Ze strachem i bądź, co bądź lekkim zaciekawieniem obserwował lekko uchylone drzwi do salonu.
Tae słyszał przyspieszone bicie własnego serca i czuł jak puls niemal rozrywa mu czaszkę, jego oddech znacznie przyspieszył, a na karku pojawiły się zimne krople pot, po chwili, która zdawała się trwać wieczność, podwoje chroniącego przed resztą świata otworzyły się na oścież.
‘Napastnik’ stał w przejściu i ze zdziwieniem wpatrywał się w przykrytą pod kocem postać. Spod grubego materiału wystawał tylko kawałek jasnej grzywki i duże, przestraszone oczy. Jednak ich wyraz zmieniał się z sekundy na sekundę. Nagle młodziak wygramolił się spod koca i rzucił nowo przybyłemu w ramiona, przy okazji głośno krzycząc:
- Hyung! Wystraszyłeś mnie!
- Taeminnie…- Onew stał, delikatnie przyciskając do siebie roztrzęsione, rozgrzane ciało. – Taeminnie… co się stało?
- Myślałem, że to bandyta! – Maknae odezwał się drżącym głosem wtulając nosek w kark chłopaka.
- Mój głupiutki Taeminnie… Bandyta nie otworzyłby drzwi kluczem.
- Może i masz rację hyung. – Przycisnął się mocniej do ciała starszego. Musiał przyznać sam przed sobą, że trochę wykorzystywał sytuację, ale nie mógł sobie odmówić ciepła Jinki, nie zależnie od tego jak bardzo później miało go boleć odsunięcie się od niego.
Niestety, ten moment nadszedł zbyt szybko. Obydwoje chcieliby, aby tamta chwila trwała wiecznie, ale nikt nie urzeczywistnił marzeń, żaden nie wypowiedział ani słowa na ten temat. Onew, z cichym westchnieniem, delikatnie wyswobodził się z objęć przyjaciela.
- Jadłeś już kolację? – Jinki odezwał się tym samym zimnym głosem, którego Taemin tak bardzo nie chciał słyszeć, a zdarzało się to coraz częściej. Czuł, że do jego oczu napływają słone krople odwrócił się, więc od lidera i powrócił na kanapę ponownie zakopując się pod kocem.
- Jadłem. – Skłamał cicho i znów skupił się na ekranie telewizora, po którym akurat przewijały się mało ciekawe reklamy.
Onew cierpiał, czuł ból taki jak jeszcze nigdy wcześniej. Przez tę krótką chwilę, gdy mógł trzymać tancerza w ramionach był tak bardzo szczęśliwy, ale wiedział, że młodszym chłopakiem po prostu targają emocje. Nie mógł pozwolić sobie na nadzieję, w tej beznadziejnej sytuacji ona nie istniała.
Jinki wyszedł z salonu, gdy tylko Taemin usłyszał dźwięk zamykanych drzwi z jego oczu wydostały się gorące łzy.

~ * ~
- Nie wiem, o co chodzi, ale w ogóle mi się to niepodobna.
- Podzielam to, co czujesz Key, ale co my możemy na to zaradzić? – Młodszy Kim westchnął głęboko i przymykając oczy oparł głowę o ramię przyjaciela.
- Taemin jest załamany, Onew też i po pierwsze; to źle wpływa na zespół, a po drugie bardzo się o nich martwię. Nie chcę, aby byli smutni. – Key przerwał na chwilę swoją wypowiedź zastanawiając się czy może podzielić się wszystkimi swoimi obawami. W końcu postanowił dopowiedzieć jeszcze coś. – A tak poza tym, nie podoba mi się to jak Victoria ostatnio zbliżyła się do Onew.
- A ty jak zawsze wietrzysz jakiś spisek? – Jjong westchnął cicho i przygarnął Key do siebie otaczając go ramieniem.
- Tu nie chodzi o spisek tylko o to, że ona za bardzo się przymili. Nie tylko do Onew, ale do całego zespołu. To nie jest dobre i wcale mi się nie podoba. Nie zamierzam jednak…
- Nie powinniście już spać? – Minho stał w drzwiach sennie przecierając oczy. Młodszy z dwójki panów siedzących na kanapie odskoczył od przyjaciela fukając przy tym cicho i patrząc z wyrzutem na zaspanego rapera. – Zachowujecie się jakbyście spiskowali, albo co najmniej robili rzeczy, których robić nie wypada.
Minho zaśmiał się, za to na policzki Key wstąpiły delikatne rumieńce.  Jjong podniósł się z kanapy z lekkim, pocieszającym uśmiechem na ustach.
- On ma rację Key, powinniśmy się już położyć. – Eomma kiwnął głową i poszedł w ślady przyjaciela, po czym obydwoje oddalili się w stronę swoich pokoi.
W tym samym czasie lider zespołu wpatrywał się w dużą, srebrzystą tarczę Księżyca, jakby szukał tam odpowiedzi na swoje pytania. W pewnym sensie Taemin był dla niego taką satelitą. Wydawałoby się, że jest blisko, na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko wyciągnąć palce i chwycić… ale gdy próbuje się to zrobić to okazuje się, że jest przeogromnie daleko. W nieosiągalnym i niedostępnym miejscu. Nie mogło tutaj pomóc błaganie, krzyczenie, płacz czy nawet lina, którą można by przyciągnąć do siebie upragnioną osobę. Onew wiedział, że musi oddzielić realność od fikcji. Możliwe od niemożliwego. Prawdę od kłamstwa.
Mógłby odejść, pozostawić wszystko: karierę, zespół, przyjaciół, nieszczęśliwą miłość, ból… mógł, ale nie chciał, bo wiedział, że nie będzie w stanie wytrzymać ani jednego dnia bez osób, które kochał.
I choć Taemin miał zostać na zawsze odległy niczym Księżyc, to woli żyć z bólem rozsadzającym mu klatkę piersiową niż egzystować gdzieś, bez możliwości ujrzenia pięknej i niewinnej twarzy maknae.
Bo tak jak Ziemia nie może istnieć bez Księżyca tak i on nie mógł żyć bez Tae.

W sąsiednim pokoju najmłodszy chłopak w zespole leżąc na łóżku wpatrywał się w zimny kolor ziemskiego satelity rozmyślając czy kiedykolwiek będzie mu dane być szczęśliwym.

„ Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia.”

Paulo Coelho