sobota, 26 października 2013

Ból

KROK I
BÓL



Było już ciemno, ciężkie krople deszczu spływały po policzkach młodego chłopaka, a lodowaty wiatr usilnie starał się znaleźć jakąś lukę, w mocno zaciśniętym na drobnym ciele płaszczu.
Taemin trząsł się z zimna, ale nie miał najmniejszego zamiaru wracać na salę. Nie, od kiedy pojawiła się tam ona - Victoria. Liderka zespołu f(x), Chinka o jakże uroczym uśmiechu, zgrabnym ciele i tej cudownej charyzmie, za którą podziwiana była przez Onew i tak bardzo nienawidzona przez Tae.
Nie cierpiał jej za to wszystko, co miała, a czego on nigdy nie będzie w stanie posiąść. To wszystko, co sprawiało, że Jinki wpatrywał się w nią jak w obrazek i nikt nie robił mu z tego powodu wyrzutów. W końcu to całkiem normalne. Jaki szanujący się mężczyzna nie oglądałby się za taką kobietą? Na dodatek już od dłuższego czasu wszyscy w zespole zaczęli zauważać, że dwoje liderów ma się ku sobie.
Niestety, Taemin także to spostrzegł. Sprawiało to, że jego zazdrość wciąż rosła. Pragnął, aby to w niego Onew tak się wpatrywał, aby to jemu poświęcał tyle uwagi. Tym bardziej, że ostatnimi czasu lider zachowywał się tak, jakby maknae w ogóle nie istniał, a przecież byli przyjaciółmi! Nie zależnie od tego, co czuł Tae wciąż byli przyjaciółmi.
Dlaczego więc, mimo iż tak wiele dawał, nie otrzymywał nic w zamian? Każdego dnia robił wszystko, by Jinki spędzał z nim jak najwięcej czasu. Starał się go uszczęśliwić na milion sposobów, ale on wciąż pozostawał obojętny, zbywał go przysłówkami i wymykał się. A wcześniej tak nie było! Wszystko przez tę wstrętną cizię, Victorię!
Co ona sobie wyobrażała?! Że może tak po prostu wszystko zniszczyć?! Całą ich przyjaźń, na którą tak długo pracowali?! Przyjaźń, która koniec końców, przerodziła się w bolesną miłość…
- Taeminnie? – Maknae drgnął słysząc znajomy, ciepły, a zarazem okropny głos.  W między czasie zorientował się, że deszcz już dawno zmieszał się z jego własnymi łzami. Pociągnął cicho nosem i ukradkiem otarł mokre policzki.
- Czego chcesz? – Burknął cicho, a jego głos został prawie całkowicie zagłuszony przez dudniący deszcz.
Victorii nie podobało się zachowanie maknae SHINee, trwało to zbyt długo, ta bezpodstawna niechęć i często raniące słowa. Dziewczyna mimo tego się nie poddawała, wciąż starała się uzyskać przyjaźń od najmłodszego, ale raz co raz wpadała na przysłowiowy mur, który tancerz rozstawił wokół siebie.
- Przeziębisz się, jeśli nadal będziesz stał w tej ulewie. – Lee prychnął cicho i nie ruszył się z miejsca, po krótkiej chwili poczuł, że woda już nie obija się o jego ciało. Spojrzał zdziwiony w górę i zobaczył czerwień parasolki. – Powinieneś wrócić do środka. – Qian spojrzała na chłopca z troską w oczach, ale on wcale nie chciał jej widzieć, więc tylko odmruknął jej, pełnym jadu głosem:
- A ty nie powinnaś mi rozkazywać. Nie jesteś moją matką! – Następnie włożył zmarznięte dłonie, w i tak mokre, kieszenie dżinsów, po czym ruszył przed siebie pozostawiając osłupioną Victorię samej sobie.

~ * ~

- I co? Przeprowadziłaś go? – Zniecierpliwiony Key niemal zmaterializował się przed biedną i zmartwioną Victorią.
- Niestety nie, poszedł gdzieś. – Eomma zaklął pod nosem.
- Cholera! Co ten dzieciak sobie wyobraża? Ostatnio cały czas się tak zachowuje. Onew! Nie uważasz, że powinieneś z nim porozmawiać?! Jesteś liderem i na dodatek to ciebie młody lubi najbardziej.
Jinki tylko uśmiechnął się smutno i nie skomentował słów przyjaciela, na co ten wybuchł jeszcze większym gniewem. Lider jednak już go nie słuchał. Zdjął z wieszaka kurtkę i zaczął się ubierać.
- Gdzie idziesz? – Zainteresował się Jjong.
- Do domu, próby raczej i tak już nie zrobimy skoro zniknął nam główny tancerz. – Po tych słowach Lee po prostu opuścił salę ćwiczeń, wychodząc przy tym na mroźne powietrze.
Pogoda zamiast ulegać poprawie wciąż się pogarszała, tak bardzo oddając nastrój Onew w tamtej chwili.
Chłopak, aby nie zmarznąć w drodze do domu, zatrzymał taksówkę i rozsiadł się wygodnie w ciepłym wnętrzu auta. Zwyczajowe odgłosy miasta zostały na chwilę zagłuszone przez warkot silnika, dudniący deszcz i jego własne, czarne myśli.
W głowie na okrągło huczały mu słowa Key: ‘powinieneś z nim porozmawiać’, a przecież doskonale o tym wiedział. Jednak bał się. Był pełen obaw, że podczas poważnej rozmowy pokaże zbyt wiele uczuć, że powie jak bardzo drży ze strachu o się o swojego Taemina, jak jest o niego zazdrosny czy też jak mocno mu na nim zależy.
Wiedział, że nie może tego zrobić, ponieważ jego uczucia są sprzeczne z naturą i wszelaką harmonią utworzoną przez świat. To, co czuł nigdy nie mogło zostać odwzajemnione.
Wolał cierpieć w samotności niż dawać jakiekolwiek problemy do zmartwień maknae.
Jedyne, czego pragnął to jego szczęście.

~ * ~

Taemin siedział na kanapie w salonie rozkoszując się smakiem gorącej czekolady. Jego szeroko otwarte, brązowe oczy z zachwytem wpatrywały się w ekran telewizora, na którym wyświetlany był program dokumentalny o pandach wielkich.
Nagle chłopak usłyszał szczęk klucza w zamku. Zlękniony spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. Coś zdecydowanie się nie zgadzało. Ostatnimi czasy członkowie zespołu po skończonym treningu zawsze odwiedzali bliski hali bar; tam jedli kolację i często pili o wiele więcej soju niż powinni.
Tymczasem drzwi się otworzyły i dało się słyszeć kroki jednej osoby. Maknae odłożył kubek z parującym płynem na szklany stolik, a wszystkie mięśnie w jego ciele się spięły. Ze strachem i bądź, co bądź lekkim zaciekawieniem obserwował lekko uchylone drzwi do salonu.
Tae słyszał przyspieszone bicie własnego serca i czuł jak puls niemal rozrywa mu czaszkę, jego oddech znacznie przyspieszył, a na karku pojawiły się zimne krople pot, po chwili, która zdawała się trwać wieczność, podwoje chroniącego przed resztą świata otworzyły się na oścież.
‘Napastnik’ stał w przejściu i ze zdziwieniem wpatrywał się w przykrytą pod kocem postać. Spod grubego materiału wystawał tylko kawałek jasnej grzywki i duże, przestraszone oczy. Jednak ich wyraz zmieniał się z sekundy na sekundę. Nagle młodziak wygramolił się spod koca i rzucił nowo przybyłemu w ramiona, przy okazji głośno krzycząc:
- Hyung! Wystraszyłeś mnie!
- Taeminnie…- Onew stał, delikatnie przyciskając do siebie roztrzęsione, rozgrzane ciało. – Taeminnie… co się stało?
- Myślałem, że to bandyta! – Maknae odezwał się drżącym głosem wtulając nosek w kark chłopaka.
- Mój głupiutki Taeminnie… Bandyta nie otworzyłby drzwi kluczem.
- Może i masz rację hyung. – Przycisnął się mocniej do ciała starszego. Musiał przyznać sam przed sobą, że trochę wykorzystywał sytuację, ale nie mógł sobie odmówić ciepła Jinki, nie zależnie od tego jak bardzo później miało go boleć odsunięcie się od niego.
Niestety, ten moment nadszedł zbyt szybko. Obydwoje chcieliby, aby tamta chwila trwała wiecznie, ale nikt nie urzeczywistnił marzeń, żaden nie wypowiedział ani słowa na ten temat. Onew, z cichym westchnieniem, delikatnie wyswobodził się z objęć przyjaciela.
- Jadłeś już kolację? – Jinki odezwał się tym samym zimnym głosem, którego Taemin tak bardzo nie chciał słyszeć, a zdarzało się to coraz częściej. Czuł, że do jego oczu napływają słone krople odwrócił się, więc od lidera i powrócił na kanapę ponownie zakopując się pod kocem.
- Jadłem. – Skłamał cicho i znów skupił się na ekranie telewizora, po którym akurat przewijały się mało ciekawe reklamy.
Onew cierpiał, czuł ból taki jak jeszcze nigdy wcześniej. Przez tę krótką chwilę, gdy mógł trzymać tancerza w ramionach był tak bardzo szczęśliwy, ale wiedział, że młodszym chłopakiem po prostu targają emocje. Nie mógł pozwolić sobie na nadzieję, w tej beznadziejnej sytuacji ona nie istniała.
Jinki wyszedł z salonu, gdy tylko Taemin usłyszał dźwięk zamykanych drzwi z jego oczu wydostały się gorące łzy.

~ * ~
- Nie wiem, o co chodzi, ale w ogóle mi się to niepodobna.
- Podzielam to, co czujesz Key, ale co my możemy na to zaradzić? – Młodszy Kim westchnął głęboko i przymykając oczy oparł głowę o ramię przyjaciela.
- Taemin jest załamany, Onew też i po pierwsze; to źle wpływa na zespół, a po drugie bardzo się o nich martwię. Nie chcę, aby byli smutni. – Key przerwał na chwilę swoją wypowiedź zastanawiając się czy może podzielić się wszystkimi swoimi obawami. W końcu postanowił dopowiedzieć jeszcze coś. – A tak poza tym, nie podoba mi się to jak Victoria ostatnio zbliżyła się do Onew.
- A ty jak zawsze wietrzysz jakiś spisek? – Jjong westchnął cicho i przygarnął Key do siebie otaczając go ramieniem.
- Tu nie chodzi o spisek tylko o to, że ona za bardzo się przymili. Nie tylko do Onew, ale do całego zespołu. To nie jest dobre i wcale mi się nie podoba. Nie zamierzam jednak…
- Nie powinniście już spać? – Minho stał w drzwiach sennie przecierając oczy. Młodszy z dwójki panów siedzących na kanapie odskoczył od przyjaciela fukając przy tym cicho i patrząc z wyrzutem na zaspanego rapera. – Zachowujecie się jakbyście spiskowali, albo co najmniej robili rzeczy, których robić nie wypada.
Minho zaśmiał się, za to na policzki Key wstąpiły delikatne rumieńce.  Jjong podniósł się z kanapy z lekkim, pocieszającym uśmiechem na ustach.
- On ma rację Key, powinniśmy się już położyć. – Eomma kiwnął głową i poszedł w ślady przyjaciela, po czym obydwoje oddalili się w stronę swoich pokoi.
W tym samym czasie lider zespołu wpatrywał się w dużą, srebrzystą tarczę Księżyca, jakby szukał tam odpowiedzi na swoje pytania. W pewnym sensie Taemin był dla niego taką satelitą. Wydawałoby się, że jest blisko, na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko wyciągnąć palce i chwycić… ale gdy próbuje się to zrobić to okazuje się, że jest przeogromnie daleko. W nieosiągalnym i niedostępnym miejscu. Nie mogło tutaj pomóc błaganie, krzyczenie, płacz czy nawet lina, którą można by przyciągnąć do siebie upragnioną osobę. Onew wiedział, że musi oddzielić realność od fikcji. Możliwe od niemożliwego. Prawdę od kłamstwa.
Mógłby odejść, pozostawić wszystko: karierę, zespół, przyjaciół, nieszczęśliwą miłość, ból… mógł, ale nie chciał, bo wiedział, że nie będzie w stanie wytrzymać ani jednego dnia bez osób, które kochał.
I choć Taemin miał zostać na zawsze odległy niczym Księżyc, to woli żyć z bólem rozsadzającym mu klatkę piersiową niż egzystować gdzieś, bez możliwości ujrzenia pięknej i niewinnej twarzy maknae.
Bo tak jak Ziemia nie może istnieć bez Księżyca tak i on nie mógł żyć bez Tae.

W sąsiednim pokoju najmłodszy chłopak w zespole leżąc na łóżku wpatrywał się w zimny kolor ziemskiego satelity rozmyślając czy kiedykolwiek będzie mu dane być szczęśliwym.

„ Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia.”

Paulo Coelho 

piątek, 27 września 2013

One Shot

Typ: One Shot
Pairing: G-Dragon & T.O.P (Big Bang)
Ostrzeżenia: +18 (Chyba nic dziwnego...)
Opis: W ten właśnie sposób oddaję w Wasze ręce GTopa.
Nie było łatwo, ale go ukończyłam.
One shota tego dedykuję osobie o pseudonimie Hoshi.
Żebyś zacieszał mordkę, głuptasie :3

~ * ~ 

- Myślisz, że będę wyglądał w tym dobrze? – GD po raz kolejny tego wieczoru przeglądnął się w lustrze w innej kreacji, na co T.O.P zrobił rasowego face palma.
- Wyglądasz w tym dobrze, tak samo, jak w kilkunastu innych zestawach.
- Oh, hyung nic nie poradzę na to, że jestem taki śliczny! – Dragon zaśmiał się głośno, po czym zdjął z siebie koszulę by przymierzyć kolejną.  – Po prostu zastanawiam się, w czym będę wyglądał najlepiej.
Choi podszedł do lidera i delikatnie objął go w pasie. Na twarzy młodszego pojawiło się zakłopotanie, a zarazem na policzki wstąpiły rumieńce.
- Najlepiej będziesz wyglądał bez tych szmatek. – Raper ugryzł chłopaka w małżowinę uszną i uśmiechnął się zadziornie.
- Aish! Hyung! Dlaczego ty zawsze dochodzisz do takich wniosków chwilę przed tym jak musimy wychodzić?! – Dragon miał ochotę tupnąć nogą jak obrażona dziewczynka, ale powstrzymał się od tego, wiedząc, jaka będzie reakcja jego partnera. T.O.P mimo to zaśmiał się cicho, po czym skierował się w stronę drzwi.
- Zestaw drugi wyglądał najlepiej. Uwielbiam twoje pośladki w tych rurkach. – Po tych słowach opuścił pokój zostawiając blondyna samemu sobie.
Ten natomiast przysiadł na fotelu biorąc głęboki wdech. Jak to się działo, że ten mężczyzna tak na niego działał? Wystarczył jego lekki dotyk, a każdy nerw w jego ciele wysyłał elektryzujące sygnały do dolnych partii jego ciała. Przerażało go to, a zarazem cholernie kręciło. Te wszystkie rzeczy, które robili, gdy gasły światła… Dragon nigdy by się nie spodziewał, że będzie czerpał przyjemność z seksu z mężczyzną.
Spomiędzy jego warg wydobyło się ciche westchnienie. No tak, seks. Z tym, że nie było niczego więcej. Jiyong nie raz próbował rozmawiać ze swoim przyjacielem o uczuciach, ale zawsze kończyło się kilku dniowym, nie przyjemnym milczeniem, w końcu zrezygnował. Nie potrafił odrzucić od siebie rapera i powiedzieć mu ‘nie’, ponieważ rzeczy, które z nim robił doprowadzały go do czegoś więcej niż rozkoszy, jednak czuł ból, nie wiedząc, co starszy czuje.
Zrezygnowany dźwignął swoje ciało z fotela i przebrał się ponownie, wciskając się w pochwalone przez T.O.P rurki.

~ * ~

Jak zawsze po występie i spotkaniu z fanami całe Big Bang udało się do pewnego przyjemnego lokalu. Nie uczęszczało tam zbyt wiele osób, a średnia wieku gości przekraczała czterdziestkę, dlatego też nie byli tam rozpoznawalnymi osobami, a kierownik naprawdę bardzo ich lubił, w końcu zarabiał na nich więcej jednego wieczoru niż na reszcie klientów przez cały miesiąc.
Chłopcy wygodnie rozsiedli się na skórzanych fotelach i sofach, a jedna z kelnerek od razu podała stale zamawiane przez nich drinki. Wszyscy od razu, bez zbędnych ceregieli wzięli się za spożywanie alkoholu, w Big Bang nie było to żadną nowością. Nawet Taeyang, który zawsze starał się udowodnić, że nie ma nic wspólnego z tymi pijakami, przelewał płyn z kieliszka wprost do gardła.
Dragon, po trzecim drinku podwinął nogi pod brodę i bawiąc się szkłem wpatrywał się w dal. Na początku nikt się tym nie przejął, ale gdy taki stan rzeczy trwał dłuższą chwilę atmosfera wokół stolika zespołu zgęstniała. Nikt się nie odzywał i nagle zrobiło się nieprzyjemnie cicho. Członkowie zespołu nie często mieli okazję widzieć lidera w takim stanie, szczególnie przy alkoholu. Dragon bądź co bądź był mistrzem w piciu i nigdy sobie nie odmawiał, a jego nastrój zazwyczaj ulegał poprawie, a nie pogorszeniu.
GD zdawał się jednak nie zauważać co działo się z jego przyjaciółmi. W końcu podniósł kieliszek do ust i wypił jego zawartość. Głośno odstawił szkło na stolik i dopiero wtedy spostrzegł zakłopotane miny towarzyszy. Przechylił głowę i zmrużył oczy.
- Coś nie tak? – Jego głos lekko drżał, a język się plątał co było spowodowane zbyt dużą ilością etanolu, przemęczeniem organizmu oraz wszystkimi złymi uczuciami, które nim targały.
- Nie nom niby wszystko gra, ale wydajesz się być jakiś nieobecny. – Daesung spojrzał na lidera ze zmartwieniem w oczach, ale ten tylko uśmiechnął się blado.
- Spoko, po prostu jestem trochę zmęczony, chyba już pójdę, po prostu pijcie dalej.
Dragon z ledwością podniósł się z zajmowanego przez siebie miejsca i okropnie się zataczając dotarł do drzwi.
Pozostała czwórka spojrzała po sobie z przerażeniem.
- Przecież on wypił raptem cztery drinki. – Seungri z wielkim niepokojem w oczach obserwował zamykające się drzwi. Jednak jego niepokój nie równał się z tym co czuł T.O.P.
Raper poderwał się z miejsca gotów nawet biec za przyjacielem przez cały Seul.
- Może naprawdę jest zmęczony, jednak pójdę za nim, nigdy nie wiadomo gdzie może się wywrócić. - Po tych słowach wyszedł z lokalu, nie biegnąc jednak. Na razie wolał, aby reszta nic nie podejrzewała.
Dragon szedł chodnikiem bardzo po woli, starając się trzymać ścian budynków i robiąc wszystko, aby nie kierować się do centrum. Jeśli ktoś by go teraz rozpoznał, to było by po nim. Był pijany, a z jego oczu skapywały ogromne, słone krople.
Czuł się jak ciota. Płakał przez faceta. On, wielki G-Dragon; idol większości koreańskich nastolatek! Gwiazda na światową skalę! Lider jednego z najlepszych zespołów popowych w całym kraju! Słaniał się na nogach, mając ochotę po prostu uciec i nigdy nie wrócić. A w jego głowie krążyła tylko jedna myśl: ‘nie wyszedł za mną, nic go to nie obchodzi’.
A wszystko przez to cholerne spotkanie z fanami! Pewnie nie czułby się tak źle gdyby nie to, że nie mógł znieść widoku wianuszka dziewczyn, które się koło niego kręciły robiąc wielkie oczy i co chwilę wołając ‘oppa’.
Co on by dał, aby móc tak do niego mówić! Chciał być dla niego wszystkim. Chciał pokazać mu jak wiele do niego czuje, ale bał się odrzucenia. Bał się, że gdy już powie raperowi jak ważny dla niego jest, ten po prostu go wyśmieje.
T.O.P przez dłuższą chwilę śledził swojego lidera. Nie za bardzo wiedział, co ma zrobić, nie wiedział, co się dzieje, ani jak na to zaradzić. Szloch chłopaka doprowadzał go do szaleństwa. Chciał mu pomóc, ale jak?
Nagle Dragon potknął się o jedną z wystających płyt chodnikowych. Choi zareagował automatycznie. Podbiegł do chłopaka i przytrzymał go w ramionach, chroniąc przed upadkiem.
Jiyong po prostu stał przytrzymywany przez mężczyznę, nie za bardzo wiedząc co się dzieje. Po kilku głębokich wdechach odwrócił twarz, by upewnić się, kto mu pomógł. Z lekkim przerażeniem odskoczył od wybawiciela i wbił wzrok w ziemię.
- Co ty tu robisz? – Odezwał się, a jego głos dziwnie przybrał na sile. Ukradkiem zaczął ocierać policzki z łez. W głębi ducha cieszył się z tego spotkania, ale był zły, że pozwala się oglądać w takim stanie.
- Miałem pozwolić iść ci samemu? Gdyby mnie tu nie było mogłaby stać ci się krzywda.
Dragon prychnął cicho i zaczął kontynuować swoją wędrówkę. Nogi jednak nie chciały wykonywać jego rozkazów, bo po chwili zaplątał się o własne kończyny.
T.O.P z cichym westchnieniem podniósł drobne ciało i niosąc je zaczął iść w stronę domu.
- C… co ty robisz? – GD zdawał się być zaskoczony i zszokowany takim zachowaniem. Zdawał sobie sprawę, że muszą wyglądać teraz, co najmniej jak para. – Jeśli ktoś nas zobaczy.
- Nikt nas nie zobaczy, nie wierć się po spadniesz, a ja cię zbierać nie będę.
Lider umilkł, przez chwilę po prostu rozkoszując się dotykiem dłoni przyjaciela. Pozwolił sobie wtulić się w niego, w razie czego zawsze mógł zrzucić winę na alkohol krążący w jego żyłach.
Choi nie skomentował jednak tego zachowania, po prostu kroczył przed siebie, stawiając ostrożnie kroki.
Nie minęła dłuższa chwila, gdy znaleźli się pod budynkiem agencji. Starszy chwilę męczył się z zamkiem przy drzwiach, jednak po kilku próbach udało mu się otworzyć przejście do dormu.
- Możesz mnie już odstawić hyung… - Mimo, iż nie chciał tego powiedzieć, musiał to zrobić. Nie mógł dłużej wykorzystywać sytuacji. W końcu już się poddał, zdecydował, wiedział, że T.O.P nie może być jego.
- Mogę… ale może nie chcę? – Choi skierował się w stronę sypialni lidera i delikatnie położył chłopaka na łóżku posyłając w jego stronę ciepły uśmiech; jeden z tych, które miał zarezerwowane tylko dla niego. – To jest idealny moment, abyś wytłumaczył mi swoje dzisiejsze zachowanie.
- Ni… nie wiem, o co ci chodzi, hyung. – Lider wbił wzrok w jeden ze wzorów wyszytych na poszewce kołdry i uparcie się w niego wpatrywał. Jego towarzysz westchnął głęboko i ujął jego podbródek w dłoń zmuszając tym samym do kontaktu wzrokowego.
- Jiyong, dlaczego byłeś smutny? – Na policzki Dragona zaczęły wpełzać rumieńce. T.O.P był zdecydowanie za blisko. Młodszy po prostu wpatrywał się w te ciemne oczy, które nie raz wprawiały go w zakłopotanie i nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Dlaczego gdy już naprawdę był gotowy się poddać, on zaczynał takie tematy? Dlaczego dopiero teraz cokolwiek zauważył? Dlaczego nie mógł zachowywać się jak zawsze i niczym się nie przejmować?
Raper westchnął głęboko i przymknął zmęczone powieki.
- Jak mam pomóc ci rozwiązać ten problem skoro nie chcesz mi nic powiedzieć?
Dragon wyrwał się spod ręki przyjaciela i chwiejnym krokiem podszedł do okna. Jego wzrok błądził po zachmurzonym niebie.
- Nie musisz mi pomagać hyung. To nic ważnego sam dam sobie radę. – Lider modlił się w duchu, aby starszy już wyszedł. Nie chciał kolejny raz tego wieczoru pokazywać mu jak bardzo jest słaby; nie chciał znów przy nim płakać.
- Wątpię, aby to nie było coś ważnego, skoro byłeś dzisiaj taki zrozpaczony…
- Przestań już! – Dragon przerwał wypowiedź przyjaciela w pół zdania przy tym samym odwracając się gwałtownie w jego stronę. – Po prostu nie chcę być już więcej twoją zapchaj dziurą! – Z oczu Dragona kolejny raz tego wieczoru popłynęły łzy. T.O.P przez chwilę po prostu wpatrywał się w chłopaka jednak, po krótkiej chwili z łagodnym uśmiechem na ustach, minął dzielący ich dystans i delikatnie pogładził go po policzku, po czym pocałował go w sposób, w jaki jeszcze nigdy tego nie robił. Z ogromnym wyczuciem musnął jego różowe, słodkie wargi przy okazji wplątując dłoń w jego włosy.
Dragon się zachwiał, a jego kolana zadrżały, ale raper przytrzymał go w pasie przyciągając jego ciało bliżej do siebie.
Po dość krótkiej chwili starszy nieznacznie odsunął się od przyjaciela, by odezwać się swoim cichym, wibrującym głosem.
- Jiyong; nie jesteś moją ‘zapchaj dziurą’. Ty głuptasie, naprawdę myślałeś, że właśnie tak cię postrzegam?
Lider nie odpowiedział, nie ośmielił się nawet podnieść wzroku. T.O.P ponownie go pocałował, tym razem było to jednak zaledwie muśnięcie.
- Nigdy, przenigdy nie pomyślałem o tobie w takiej kategorii. Myślałem, że to oczywiste… Przepraszam… - GD po woli spojrzał na partnera lekko marszcząc brwi. Był szczęśliwy; było cholernie szczęśliwy, ale musiał usłyszeć coś jeszcze.
- Co próbujesz mi powiedzieć Choi?
- Kocham cię, głuptasie. – Tego dla Dragona było za wiele; miał wrażenie, że jego serce eksplodowało.– Przepraszam, że wcześniej ci tego nie powiedziałem.
Lider pokręcił głowa i zarzucił ręce na szyję partnera, po czym musnął jego usta. T.O.P od razu oddał pocałunek przejmując nad nim całkowitą kontrolę. Jego wargi śmiało i wprawnie całowały młodszego. Dłonie rapera niecierpliwie błądziły po plecach przyjaciela, w pewnej chwili starszy uniósł do góry koszulkę GD i pozbawił go tej części ubrania. Ten natomiast skorzystał z okazji i odezwał się, niby to karcącym tonem.
- Choi… jesteś taki niecierpliwy.
- To mój yeobo (*yeobo jest określeniem chłopaka; ale w poważniejszym sensie typu ‘małżeństwo’… Kyaaa :3 Real Love) tak na mnie działa.
Gdyby nie to, że drobne ciało Jiyonga przytrzymywane było przez starszego, to zapewne już leżałby na ziemi. Kolana zmiękły mu całkowicie, oczywiście T.O.P to zauważył przez co na jego ustach pojawił się uśmiech typu *bom pregnant*, z tym że w tym związku raczej o ciążę ciężko.
Raper cofnął się wraz z chłopakiem i oparł go o ścianę. Bądź co bądź nie chciał, aby się przewrócił, po czym wrócił do pocałunku. Pozwolił sobie wtargnąć językiem do ust lidera, gest ten sprawił, że do jego uszu dobiegł cichy jęk zaskoczenia.
Jego dłoń błądziła po klatce piersiowej partnera raz po raz zahaczając o małe, brązowe guzki dzięki czemu ciało Dragona drżało raz co raz. Młodszy z wielkim trudem oderwał się od ust przyjaciela i spojrzał w jego oczy.
- Przestań się bawić Choi.
Słowa te podziałały na T.O.P niczym iskra, coś w nim wybuchło i wiedział, że już tego nie powstrzyma. Kolejny raz tego wieczora wpił się w usta GD tym razem jednak nie zaprzątał sobie głowy czymś takim jak choćby stopniowanie pocałunku, jego usta z pasją i namiętnością odnalazły wargi drugiego, a jedna z dłoni zawędrowała w okolice krocza partnera.
Dragon jęknął przeciągle w usta kochanka i choć miał na to wielką ochotę nie pozostawał bierny. Przysunął do siebie biodra rapera, by naprzeć na nie własnymi.
Ich oddechy przyspieszyły, a wszelkie ruchy stały się o wiele bardziej chaotyczne niźli chwilę wcześniej. Lider oderwał się od ust swojego przyjaciela, by ściągnąć z niego koszulę, przez chwilę męczył się z dwoma pierwszymi guzikami, ale po chwili zrezygnował z tej czynności i po prostu rozerwał materiał. Jego oczy przez chwilę obserwowały mlecznobiałą, klatkę piersiową z delikatnie wyrysowanym zarysem mięśni, czuł się wspaniale, bo wiedział, że tylko jemu dane było oglądać to dzieło ciężkiej pracy.
Choi zamruczał cicho wprost do ucha Jiyonga, a jego dłoń zaczęła ponownie napierać na nabrzmiałą męskość partnera. GD zagryzł wargi, spomiędzy których wydobywały się ciche pojękiwania. Palce rapera sprawnie rozprawiły się z rozporkiem dżinsów młodszego, który kopnął część swojej odzieży w kąt.
Podczas, gdy starszy wciąż ‘zajmował się’ coraz to bardziej pulsującą erekcją Dragona ten objął wargami jego sutek i zaczął delikatnie drażnić go językiem, a po chwili jego dłoń zacisnęła się na wypukleniu w spodniach kochanka i zaczęła poruszać się rytmicznie do dłoni, która wprawiała go w stan odurzenia.
- Już nie mogę Choi… Zrób to… - Oczy lidera skierowały się na twarz partnera, który uśmiechnął się iście ironicznie. Był z siebie dumny, Jiyong był w rozsypce, drżał z podniecenia. Oczywiście to samo udzielało się także i raperowi. Miało ochotę po prostu się na niego rzucić, nie chciał jednak wyjść na niewyżytego seksualnie gnojka i tak wyrobił sobie złą opinię u przyjaciela.
- I kto tu niby jest niecierpliwy? – T.O.P pozbawił ich obydwoje reszty ubrań, po czym odwrócił młodszego twarzą do ściany. Dragon poczuł jak jego kochanek się waha.
- Olej te przygotowania i po prostu to zrób.
- Będzie cię bolało… - Raper rytmicznie uciskał pośladki partnera. Pochylił się nad nim i zaczął całować jego kark.
- Nie ważne po prostu to zrób…
Starszy zastanawiał się jeszcze tylko przez ułamek sekundy po czym naparł swoim członkiem na ciasne wejście kochanka. Przez przestrzeń przedarł się okrzyk przemieszany z jękiem.
Obydwoje przez chwilę po prostu trwali w niezmiennej pozycji. Dragon potrzebował czasu, by przyzwyczaić się do obecności T.O.P. Bolało… bolało jak cholera, ale mimo to był w stanie odczuć przyjemność.
Kiedy stwierdził, że jest dobrze poruszył wolno biodrami. Choi zrozumiał i poruszył się delikatnie w ciepłym wnętrzu, a przez jego plecy przeszedł dreszcz, lider znów jęknął, Jednakże w tym dźwięku starszy nie słyszał już objaw bólu więc zaczął po woli wyrzucać swoje biodra do przodu.
Dragon odwrócił głowę do partnera na co ten przybliżył się do niego i pocałował go w usta. Ich języki złączyły się w dzikim, namiętnym tańcu. Dłoń T.O.P zacisnęła się na członku partnera i zaczęła poruszać się rytmicznie do ruchów jego bioder.
GD oderwał się od warg kochanka i całkowicie poddał się uczuciu rozkoszy. Jego wibrujące jęki były głośne i prawdziwe; czuł, że spełnienie zbliża się nieubłaganie, nie panował nad sobą, a jego usta zdawały się mówić same z siebie, nie kontrolował swoich słów.
- Ch… Choi… - T.O.P raz co raz wgryzał się w skórę na plecach partnera, a jego dłoń nieustannie stymulowała męskość młodszego.
Wiedział, że już długo nie wytrzyma dlatego też wchodził w GD coraz szybciej i mocniej, a jego głośne westchnienia zamieniały się wibrujące pojękiwania.
Ciałem lidera wstrząsnęły torsje, a spomiędzy jego warg wydobyło się głośne jęknięcie.
- Choi! Kocham cię… Choi… - Z imieniem rapera na ustach doszedł w jego dłoni, ułamek sekundy później poczuł jak ciepła wydzielina zalewa jego wnętrze.
Zadrżał i osunął się na podłogę, a T.O.P uczynił to samo. Dragon wtulił się w przyjemnie gorące ciało i przymknął oczy.
- Obiecaj mi, że zawsze będziesz przy mnie.
- Obiecuję.




















wtorek, 17 września 2013

One Shot


TYP: One shot, yaoi
PAIRING: Onew & Taemin (SHINee)
OSTRZEŻENIA: +18 (opowiadanie może zawierać śladowe ilość erotyzmu)
OPIS: Historia jest w pewien sposób banalna, ale chciałam, aby taka była. Coś lekkiego na oderwanie się od szkolnej chandry. Poza tym myślę, że będzie dobra jako pierwsza notka na bloga ^^

~ * ~

Mimo chłodnego, wieczornego powietrza czuł się rozpalony. Pot spływał strużkami po jego twarzy, a zmęczone mięsnie nóg dygotały chybotliwie. Już dawno nie dostali tak ostrego wycisku od choreografa. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, iż wielkimi krokami zbliżał się koncert i ćwiczenia były potrzebne, ale taka harówka była całkowitym nagięciem zasad.
Starał się uspokoić swój nierównomierny oddech, ale na nic zdawały się te próby zaczął, więc stawiać powolne kroki w nieznaną mu stronę raz, co raz unosząc się na palcach i biorąc w płuca wdech zimnego powietrza.
Nie minęło wiele czasu, gdy mógł uznać, że już wszystko jest w porządku. Był na siebie zły, że jego forma spadła aż tak bardzo. Był głównym tancerzem w zespole, a pod koniec treningu jego ciało w ogóle go nie słuchało. Przerażało go to. Zaczynał także po woli rozumieć, co ludzie mają na myśli, gdy mówią, że jak coś zaczyna się psuć to idzie za tym wiele niefortunnych zdarzeń.
Z jego gardła wydobyło się ciche westchnienie. Podniósł głowę do góry i stanął jak wryty przed budynkiem agencji. To dziwne, że nogi same przyprowadziły go do domu i choć miał wielką ochotę kontynuować swój spacer, nie zrobił tego i wszedł do ciepłego pomieszczenia. Nie powiedział kolegom z zespołu, że wychodzi, więc spodziewał się niezłej awantury od Key.
Oczywiście nie pomylił się ze swoimi przypuszczeniami, gdy tylko stanął w drzwiach dormu rozległo się głośne:
- Taemin gdzieś ty się szlajał!?
Młodszy Kim wpadł do przedpokoju i spojrzał na maknae z wyrzutem, który wstydliwie wlepił wzrok w podłogę.
- Spacerowałem. – Odpowiedział niepewnie, ale taka odpowiedź nie satysfakcjonowała jego przyjaciela.
- Co to ma znaczyć spacerowałem? Czy ty wiesz, która jest godzina? Wyszedłeś tak po prostu z sali nic nikomu nie mówiąc. Jesteś jeszcze dzieckiem Taeminnie… - Maknae nie pozwolił mu dokończyć wypowiedzi. Uniósł wzrok na kolegę ukazując tym samym załzawione oczy.
- Nie musisz mi przypominać hyung! – Prawie wykrzyczał, po czym biegiem wyminął Key i zamknął się w swoim pokoju. Oparł się o drzwi i przyłożył dłoń do oczu. A obiecał sobie, że nie będzie o tym myślał, że nie będzie tego rozpamiętywał, ale eomma tymi słowami wywołał lawinę złych wspomnień.
To stało się tydzień temu. Stali razem w deszczu czekając na samochód. To był pierwszy raz, gdy w ogóle nie słuchał, co mówił jego starszy kolega. Jedyne na czym mógł się skupić to ten cudowny eye smile i zawzięta gestykulacja dłońmi. Jego hyung był w tamtym momencie zbyt cudowny.
Nie wiedział co nim pokierowało, czy to ta atmosfera niczym z dramy, czy może to, że tego dnia był nad wymiar pobudzony. Po prostu nagle przerwał Onew wypowiedź niemalże krzycząc.
- Hyung kocham cię!
Jinki wyglądał jakby co najmniej uderzył go piorun.
- Co ty mówisz Taeminnie? – W oczach maknae zbierały się łzy, ale wiedział, że skoro już to zaczął to teraz musi skończyć.
- Kocham cię Onew-hyung.
Z ust starszego wydobyło się ciche westchnięcie, podszedł do swojego kolegi i położył mu dłoń na ramieniu.
- Nie wiesz co mówisz Taeminnie, coś musiało ci się pomylić. Jesteś w trudnym wieku, zobaczysz zapewne niedługo znajdziesz sobie jakąś piękną dziewczynę, więc nie mów takich rzeczy. Jesteś jeszcze dzieckiem…
Od tamtego czasu Onew praktycznie z nim nie rozmawiał, a słowa ‘jesteś jeszcze dzieckiem’ zapewne nigdy go nie opuszczą.
~*~
Słyszał wrzaski Key, więc odetchnął z ulgą. Sam zaczynał martwić się o maknae. Wiedział, że przechodzi teraz burzliwy okres i należy mu się trochę prywatności, ale znikanie w ten sposób nie mogło przynieść niczego dobrego.
Onew wstał z kanapy, na co Minho rzucił mu dziwne spojrzenie.
- Powinieneś z nim porozmawiać. – Lider spojrzał osłupiały na rapera nie za bardzo wiedząc co ma zrobić. – Naprawdę hyung to widać, że o coś się ostatnio pokłóciliście.
Na szczęście Minho jednak nie był spostrzegawczą osobą. Zostawiając tę wypowiedź bez zbędnego komentarza wyszedł z salonu i skierował swoje kroki w stronę kuchni. Wtedy też usłyszał krzyk maknae:
- Nie musisz mi przypominać hyung! – W chwilę później dało się słyszeć trzask drzwi. Przez ciało lidera przebiegł dreszcz. Jakby mimowolnie skierował się w stronę pokoju młodszego i stanął przed dzielącą ich przeszkodą. Słyszał zza niej ciche pochlipywanie chłopaka. Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę prawie do krwi.
- eotteoke? – Zapytał sam siebie. Był zagubiony; tak bardzo jak nigdy wcześniej. Z jednej strony chciał wejść do tego małego pomieszczenia, złapać Taemina w ramiona i nigdy nie puścić, z drugiej wiedział, że to niemożliwe do spełnienia, że nie może zachowywać się egoistycznie i myśleć tylko o sobie i o swoim szczęściu. Wiedział, że jego przyjaciel niedługo z tego wyrośnie, że mu przejdzie, a wtedy oboje byli by zranieni, a i zespół mógłby przez to ucierpieć.
Już miał odejść, jego noga nawet zrobiła krok w tył, ale wtedy usłyszał coś, co sprawiło, że jego serce rozpadło się na milion kawałeczków. Zza drzwi dobiegł go pełen rozpaczy szloch;
- Onew, tak bardzo cię kocham, tak bardzo. – Postać zza ściany łkała coraz głośniej. Jinki nie wytrzymał. Nacisnął na klamkę, lecz nie chciała ustąpić. – Idź sobie, hyung. – Młodszy chłopak zdawał się być przestraszony, ale lider już wiedział, że nie ustąpi. Nie miał zamiaru.
- Taemin otwórz te drzwi, natychmiast.
Jinki czekał chwilę, chciał ponowić swoją prośbę, ale zamek w drzwiach cicho kliknął i ukazała się przed nim postać tancerza. Choć dało się zauważyć, że maknae próbował doprowadzić się do porządku to i tak wyglądał okropnie. Miał opuchnięte policzki i czerwone oczy, na dodatek cały się trząsł. Jinki przeklął się w duchu.
Młodszy chłopak stał po prostu w drzwiach przyglądając się obiektowi swoich westchnień głowiąc się nad tym, czego od niego chciał? Pognębić go jeszcze trochę? Nakrzyczeć na niego? Powiedzieć, żeby się w końcu ogarnął? Że jest tylko dzieckiem? Spodziewał się wszystkich najgorszych scenariuszy, ale na pewno nie tego co zafundował mu Lee Jinki, który po prostu podszedł do niego i przytulił do siebie jego roztrzęsione ciało.
- Już dobrze minnie, już dobrze. – Zaczął czule gładzić go po włosach i kołysać w swoich ramionach. Taemin na początku chciał go odepchnąć, ale koniec końców po prostu wtulił się w niego mocno i zaczął szlochać w jego koszulkę. Stali tak po prostu przez chwilę nic nie mówiąc, pozwalając sobie na ułożenie myśli. Taemin wiedział, że to jego ostatnia szansa. Wiedział, że od tej rozmowy będzie zależało wszystko.
W końcu to młodszy pierwszy się odsunął i przysiadł na krawędzi łóżka.
- Usiądziesz hyung? – Nie doczekał się odpowiedzi, za to już po chwili sprężyny ugięły się pod ciężarem jeszcze jednej osoby.
- Przepraszam Cię Taeminnie. – Tancerz spojrzał na chłopaka z lekkim zaskoczeniem. Dłoń starszego delikatnie dotknęła jego mokrego od łez policzka. – Przepraszam, że doprowadziłem cię do płaczu.
- Nie miej wyrzutów sumienia hyung! – Maknae zrobił przestraszoną minkę na co lider zaśmiał się. W końcu cokolwiek by się nie działo Taemin zawsze będzie Taeminem. – To moja wina! Ja… jeśli mnie nie chcesz ja zrozumiem hyung. – Drobne dłonie zacisnęły się na pościeli, a wzrok uciekł gdzieś w bok. – Wiem, że oboje jesteśmy chłopakami, że uważasz mnie za dziecko, ale…
- Wybaczysz mi? Wybaczysz mi i zaczniemy jeszcze raz, tak jakby nie było tamtego dnia?
- Tamtego dnia?
- Tak, wtedy gdy powiedziałeś mi to po raz pierwszy.
Więc tak chciał to załatwić Onew. Taemin uśmiechnął się smutno, no tak, w końcu najlepszym sposobem było wymazanie tego z pamięci. Miał ochotę znów się rozpłakać, ale pod jego powiekami nie było już łez. Teraz czuł się tylko tak strasznie pusty.
Skinął nieznacznie głową i chciał się podnieść z łóżka. Musiał wyjść, iść gdzieś, pobiec, uciec… Jednak przytrzymała go dłoń przyjaciela.
- Nie mogę pozwolić ci powiedzieć tego, jako pierwszemu. – Maknae spojrzał zdezorientowany na lidera. Teraz to już całkowicie nie wiedział o co chodzi. Nagle jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko jego własnej, gdy Onew wyszeptał następne słowa, Taemin mógł poczuć na sobie jego oddech. – Kocham Cię, Taeminnie.
Później była już tylko ciemność.
~ * ~
- Naprawdę musiałeś zemdleć?
Onew spojrzał na maknae z udawanym wyrzutem. Nie pozwolił mu jednak na wykonanie żadnego ruchu. Pochylił się nad nim, gdyż wcześniej ułożył go bezpiecznie na poduszkach, i delikatnie dotknął jego miękkich warg swoimi. Serce młodszego zabiło mocniej, po czym zamarło, by za chwilę ruszyć w przyspieszonym tempie. Chciał aby ta chwila trwała wiecznie, mógłby tak trwać do końca świata, ale lider zniweczył to marzenie, ponieważ odsunął się od niego nieznacznie. Niestety wiedział czym może skończyć się taka bliskość.
Taemin zrobił jednak coś czego oboje się nie spodziewali. Młodszy po prostu nie panował nad swoimi emocjami, po tylu dniach rozpaczy, w końcu miał to co chciał i miał zamiar się tym cieszyć.
Wplótł palce we włosy starszego i przyciągnął go do siebie wpijając się w jego wargi z pasją i namiętnością o jaką by siebie nie posądzał. Jinki przez chwilę się opierał, chcąc odepchnąć od siebie chłopaka, ale po chwili poddał się całkowicie. Oparł dłonie po bokach maknae i przejął inicjatywę w pocałunku. Zaczął przygryzać jego dolną wargę za co został nagrodzony zaskoczonym westchnieniem wydobywającym się spomiędzy warg partnera, Jinki wykorzystał ten moment, aby wślizgnąć się językiem do wnętrza ust chłopaka, pogłębiając przy tym pocałunek. Młodszy nie protestował, wręcz przeciwnie, ochoczo rozchylił wargi w między czasie kładąc dłoń na plecach Onew. Zaczął rytmicznie uciskać mięśnie lidera ukryte pod koszulką.
Zdawać by się mogło, iż to tylko zwykły masaż, jednak te niewinne gesty po chwili sprawiły, że starszy chłopak zaczął odczuwać gorąco na całym ciele. Oderwał się od ust maknae i spojrzał w jego oczy, które przykryte były mgiełką podniecenia.
- Teamin, nie powinniśmy tego robić. To zaraz zajdzie za daleko.
- Chcę, żeby to zaszło ‘za daleko’, hyung. – W jego oczach błysła iskierka. Chciał tego jak nigdy wcześniej. Pragnął Jinki całym sobą i był gotów zrobić wszystko by osiągnąć spełnienie w jego ramionach.
Lider wahał się przez chwilę walcząc z samym sobą. Z jednej strony wiedział, że Teamin to jeszcze dziecko, że najrozsądniejszą decyzją będzie się teraz wycofać, poczekać aż emocje opadną, ale z drugiej widział to zawzięte spojrzenie maknae niemalże błagające go o dotyk czuł także swoje własne, rosnące podniecenie.
W końcu uczucia i emocje wygrały ze zdrowym rozsądkiem. Jinki po raz kolejny sięgnął do ust maknae i nie przejmując się stopniowaniem pocałunku wpił się w nie z zachłannością w między czasie wkładając dłoń pod koszulkę partnera. Delikatnie badał mięśnie jego brzucha opuszkami palców za co został nagrodzony cichym pomrukiem.
Lider przerwał pocałunek tylko po to, by przenieść wargi na szyję tancerza. Jego dłoń wciąż błądziła po idealnie wyrzeźbionym brzuchu młodszego, a usta raz co raz pozostawiały czerwone ślady na delikatnej skórze.
Teamin był zaskoczony takim obrotem spraw. Pozytywnie zaskoczony, oczywiście. Przyjmował wszystkie pieszczoty jakie ofiarował mu partner, przez chwilę po prostu leżąc i oddychając ciężko z pół przymkniętymi powiekami. Wiedział jednak, że nie może zachowywać się tak cały czas. Chciał, aby jego hyung także czerpał przyjemność z tego zbliżenia. Odepchnął więc od siebie chłopaka, na co ten spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem. Jednak Teamin tylko uśmiechnął się lekko i podniósł się zmuszając partnera do tego samego. Młodszy wsunął dłonie pod koszulkę Jinki i uniósł ją do góry, aby pozbyć się zbędnego materiału. Przez chwilę po prostu zachwycał się nad sylwetką chłopaka, by po chwili przyłożyć wargi do jasnobrązowego guzka na jego piersi. Lider jęknął cichutko na tę pieszczotę.
Taemin zaczął bawić się sutkami starszego ssąc je, przygryzając i trącając palcami. Lider przymknął oczy rozkoszując się przyjemnymi doznaniami. Nigdy nie spodziewałby się tego po swoim przyjacielu, nigdy nie pomyślałby, że ten dzieciak będzie w stanie doprowadzić go do takiego stanu.
Maknae oderwał się od skóry chłopaka by spojrzeć w jego oczy. Jego napuchnięte od pocałunków wargi, nieobecny wzrok, rozpalone policzki… to wszystko sprawiło, że Jinki całkowicie stracił nad sobą kontrolę. Niemal zerwał z młodszego górną część garderoby i popchnął go na łóżko. Zaczął obdarzać jego ciało pocałunkami w tym samym czasie masując jego uda poprzez materiał spodni. Teamin choć chciał, nie mógł powstrzymać głośnego jęku zaskoczenia na te śmiałe pieszczoty. Jego oddech stawał się coraz bardziej chaotyczny, a dłonie niecierpliwie błądziły po ciele starszego.
Jinki był wniebowzięty, gdy mógł słyszeć jęki swojego partnera. Była to najcudowniejsza melodia jaką kiedykolwiek słyszał. Wibrujące dźwięki wydobywały się spomiędzy tych wspaniałych warg raz za razem i zdawało się, że tancerz już dawno tego nie kontroluje.
Onew postanowił więc zrobić coś jeszcze. Oderwał się na chwilę od rozgrzanej skóry kochanka i zaczął delikatnie, poprzez materiał spodni, naciskać na jego nabrzmiałą męskość. Efekt był niesamowity. Ciało młodszego wygięło się w delikatny łuk, a z jego ust wydobyło się kolejne, przeciągłe jęknięcie. Jinki nie poprzestał na tym. Zsunął z bioder chłopaka spodnie, a za chwilę to samo uczynił z bokserkami. Przez chwilę zachwycał się nad ciałem Taemina, by po tym delikatnie musnąć wargami czubek jego członka. Zaczął bawić się nim delikatnie całując go i ssąc, wykonywał te czynności przez dłuższą chwilę, a ciało maknae zaczynało wić się pod nim z rozkoszy. W końcu lider przyjął go całego w swoje usta.
Tego dla Taemina było za wiele. Zacisnął dłonie na pościeli i naprawdę nie robił już nic, by powstrzymać zawstydzające odruchy swojego ciała. Całkowicie poddał się temu obezwładniającemu uczuciu rozkoszy.
- Ji… Jinki-ah, ja zaraz…
Ale Jinki nie pozwolił mu skończyć. Oderwał się od jego męskości i uniósł się na łokciach tak, by widzieć jego twarz, oblizał lubieżnie wargi po czym złożył na ustach maknae przeciągły pocałunek.
Onew usiadł i zaczął pozbywać się dolnej części swojej garderoby. Taemin wyglądał jakby chciał uczynić to samo co przed chwilą lider, ale ten zniweczył jego plan przygwożdżając go do pościeli.
Starszy z żalem stwierdził, że nie posiada czegoś takiego jak chociażby żel nawilżający musiał, więc poradzić sobie w inny sposób. Uniósł swoją rękę z zamiarem naniesienia śliny, ale poczuł jak Taemin zaciska mu drobną dłoń na nadgarstku. Jinki jęknął, gdy poczuł jak język tancerza sprawnie nawilża jego palce. Chyba nigdy nie widział czegoś bardziej elektryzującego. Poczuł jak dreszcz przebiega mu po plecach, maknae wypuścił ze swego uścisku przegub dopiero po dłuższej chwili.
Onew wilgotnymi palcami odszukał ciasne wejście pomiędzy dwoma, jędrnymi półkulami. Najdelikatniej jak mógł włożył w nie jeden palec, ale na twarzy Taemina i tak odmalował się wyraz bólu. Lider pocałował jego usta, aby trochę go uspokoić.
Po krótkiej chwili starszy rozdzielił ich wargi i spojrzał uważnie w oczy swojego partnera, ten skinął delikatnie głową pokazując, że jest gotowy. Jinki zaczął więc delikatnie rozciągać palcem jego wejście, a po chwili ból zaczął ustępować, Onew widział to na twarzy młodszego dołożył więc drugi palec i przez chwilę poruszał się wolno w ciasnym wnętrzu i chociaż miał przeogromną ochotę poczuć je sobą, powstrzymywał się od tego. Nie zniósłby jeśli znów wyrządziłby tancerzowi krzywdę.
Po chwili Taemin poruszył biodrami napierając na dłoń Jinki co było, w jego mniemaniu, ewidentnym zaproszeniem. Lider wykonał jeszcze kilka ruchów upewniając się, że jego partner będzie w stanie przyjąć coś znacznie większego.
- Postaram się, aby bolało jak najmniej, więc po prostu się rozluźnij Taeminnie. – Kojący szept starszego owiał twarz maknae. Postarał się więc zrobić to co mu powiedziano i rozluźnić się. Wiedział, że będzie bolało, ale tak bardzo pragnął Onew, był tak rozpalony, chciał już poczuć go w sobie.
Jego nieme prośby zostały wysłuchane. Jinki odszukał jego wejście i najdelikatniej jak tylko potrafił naparł na nie swoim członkiem. Twarz Taemina wykrzywił grymas bólu. Lider widząc to zaczął obsypywać jego ciało pocałunkami pozostając wewnątrz niego i rozkoszując się przyjemnym ciepłem ścianek zaciskających się na jego męskości.
- Już Jinki, już dobrze. – Maknae spojrzał na swojego kochanka rozgorączkowanym spojrzeniem, na co lider posłał mu swój eye smile. Taemin jednak nie zdołał tego skomentować chociażby w myślach, ponieważ partner poruszył się w jego wnętrzu wywołując kolejną falę bólu. Jinki tym razem nie przestał wykonywać subtelnych ruchów biodrami. Robił to po woli i delikatnie, a Taemin czuł jak ból z wolna ustępuje bardzo przyjemnemu uczuciu.
Nagle z jego gardła wydobył się niekontrolowany, głośny okrzyk rozkoszy, gdy Jinki trafił w jego prostatę.
- Tutaj dobrze, Taeminnie? – Gdyby nie to, że tancerz miał już wypieki na policzkach zapewne zarumieniłby się na te słowa. Lider przygryzł małżowinę uszną kochanka, nie czekał na odpowiedź, maknae swoimi jękami idealnie oddawał swoje uczucia.
Mimo iż Onew cały czas starał się kontrolować to w końcu i on poddał się tej obezwładniającej rozkoszy. Jego ruchy stawały się coraz bardziej chaotyczne i szybsze. Wibrujące jęki Taemina tylko jeszcze bardziej go pobudzały, w końcu nawet jego ciężki oddech przerobił się w głośne stęknięcia.
Maknae zarzucił nogi na biodra lidera, aby móc go poczuć w sobie jeszcze mocniej. Nie odczuwał już bólu, wręcz przeciwnie, fale rozkoszy raz po raz zalewały jego rozgorączkowane ciało.
- Szybciej, szybciej!
Onew jak zahipnotyzowany zaczął wykonywać szybsze i zarazem mocniejsze ruchy. Taemin czuł, że już długo nie wytrzyma dlatego ukrył swoją twarz w dłoniach i mocno zacisnął wargi.
- Nie. – Zaprotestował Jinki, a maknae spojrzał mu zdziwione spojrzenie. – Chcę cię widzieć i słyszeć, gdy będziesz dochodził.
Jakby na potwierdzenie swoich słów Onew wykonał kilka władczych i stanowczych ruchów. Taemin nie za bardzo wiedząc co ma zrobić z dłońmi położył je na plecach partnera wbijając mu przy tym paznokcie w skórę.
- Jinki… Jin… Jinki-ah, ja już… nie mogę. – Taemin odchylił głowę do tyłu, a z jego ust wydobył się ostatni przeciągły jęk, a ciepła wydzielina zalała zarówno jego jak i Jinki brzuch.
Onew jednak potrzebował jeszcze kilka mocnych pchnięć. Złapał kochanka w biodrach tak, by przycisnąć go do siebie mocniej. Przy ostatnim wejściu, jego męskość weszła w niego cała, aż do nasady. Lider doszedł we wnętrzu tancerza po czym opadł, przygniatając jego ciało.
Młodszy nie protestował. Cieszył się, że może czuć bliskość przyjaciela jeszcze przez chwilę.
- Hyung ja…
- Wiem.
Onew posłał młodszemu swój eye smile, na co tancerz zachichotał. Lider zszedł z ciała kochanka i położył się obok, przyciskając go do siebie na powrót. Przykrył ich obu kołdrą, aby mogli w spokoju zasnąć.
W końcu w swoich objęciach.
W końcu razem.
W końcu szczęśliwi.

~
































Przywitanie

Zapewne zastanawiasz się mój drogi Czytelniku dokąd trafiłeś. Z jakimi odmętami internetu przyjdzie Ci się zmierzyć tym razem.
Myślisz, że widziałeś już wszystko? Kota na kawałku szynki przemierzającego kosmos? Przepis na hawajski tost wyśpiewany przez niemieckiego wokalistę? Myślisz, że nic już nie może Cię zaskoczyć?

Come to dark side, we have yaoi.

Myślę, że to zdanie idealnie podkreśla to, co będzie działo się w tym miejscu.
Koreańskie i japońskie gwiazdy muzyki popowej jak i rockowej, aktorzy, a nawet zwykli, szarzy obywatele. Pokażę Ci ich losy przeplatane z kulturą krajów Dalekiego Wschodu i wielką, wspaniałą miłością.
Postaram się sprawić, aby Twoja codzienna monotonność została ubarwiona wszystkimi kolorami tęczy.


~ Mata ne