KROK I
BÓL
Było już ciemno, ciężkie krople deszczu spływały po policzkach młodego
chłopaka, a lodowaty wiatr usilnie starał się znaleźć jakąś lukę, w mocno
zaciśniętym na drobnym ciele płaszczu.
Taemin trząsł się z zimna, ale nie miał najmniejszego zamiaru wracać na
salę. Nie, od kiedy pojawiła się tam ona - Victoria. Liderka zespołu f(x),
Chinka o jakże uroczym uśmiechu, zgrabnym ciele i tej cudownej charyzmie, za
którą podziwiana była przez Onew i tak bardzo nienawidzona przez Tae.
Nie cierpiał jej za to wszystko, co miała, a czego on nigdy nie będzie w
stanie posiąść. To wszystko, co sprawiało, że Jinki wpatrywał się w nią jak w
obrazek i nikt nie robił mu z tego powodu wyrzutów. W końcu to całkiem
normalne. Jaki szanujący się mężczyzna nie oglądałby się za taką kobietą? Na
dodatek już od dłuższego czasu wszyscy w zespole zaczęli zauważać, że dwoje
liderów ma się ku sobie.
Niestety, Taemin także to spostrzegł. Sprawiało to, że jego zazdrość
wciąż rosła. Pragnął, aby to w niego Onew tak się wpatrywał, aby to jemu
poświęcał tyle uwagi. Tym bardziej, że ostatnimi czasu lider zachowywał się
tak, jakby maknae w ogóle nie istniał, a przecież byli przyjaciółmi! Nie
zależnie od tego, co czuł Tae wciąż byli przyjaciółmi.
Dlaczego więc, mimo iż tak wiele dawał, nie otrzymywał nic w zamian?
Każdego dnia robił wszystko, by Jinki spędzał z nim jak najwięcej czasu. Starał
się go uszczęśliwić na milion sposobów, ale on wciąż pozostawał obojętny,
zbywał go przysłówkami i wymykał się. A wcześniej tak nie było! Wszystko przez
tę wstrętną cizię, Victorię!
Co ona sobie wyobrażała?! Że może tak po prostu wszystko zniszczyć?!
Całą ich przyjaźń, na którą tak długo pracowali?! Przyjaźń, która koniec końców,
przerodziła się w bolesną miłość…
- Taeminnie? – Maknae drgnął słysząc znajomy, ciepły, a zarazem okropny głos.
W między czasie zorientował się, że
deszcz już dawno zmieszał się z jego własnymi łzami. Pociągnął cicho nosem i
ukradkiem otarł mokre policzki.
- Czego chcesz? – Burknął cicho, a jego głos został prawie całkowicie
zagłuszony przez dudniący deszcz.
Victorii nie podobało się zachowanie maknae SHINee, trwało to zbyt
długo, ta bezpodstawna niechęć i często raniące słowa. Dziewczyna mimo tego się
nie poddawała, wciąż starała się uzyskać przyjaźń od najmłodszego, ale raz co
raz wpadała na przysłowiowy mur, który tancerz rozstawił wokół siebie.
- Przeziębisz się, jeśli nadal będziesz stał w tej ulewie. – Lee
prychnął cicho i nie ruszył się z miejsca, po krótkiej chwili poczuł, że woda
już nie obija się o jego ciało. Spojrzał zdziwiony w górę i zobaczył czerwień
parasolki. – Powinieneś wrócić do środka. – Qian spojrzała na chłopca z troską
w oczach, ale on wcale nie chciał jej widzieć, więc tylko odmruknął jej, pełnym
jadu głosem:
- A ty nie powinnaś mi rozkazywać. Nie jesteś moją matką! – Następnie
włożył zmarznięte dłonie, w i tak mokre, kieszenie dżinsów, po czym ruszył
przed siebie pozostawiając osłupioną Victorię samej sobie.
~ * ~
- I co? Przeprowadziłaś go? – Zniecierpliwiony Key niemal
zmaterializował się przed biedną i zmartwioną Victorią.
- Niestety nie, poszedł gdzieś. – Eomma zaklął pod nosem.
- Cholera! Co ten dzieciak sobie wyobraża? Ostatnio cały czas się tak
zachowuje. Onew! Nie uważasz, że powinieneś z nim porozmawiać?! Jesteś liderem
i na dodatek to ciebie młody lubi najbardziej.
Jinki tylko uśmiechnął się smutno i nie skomentował słów przyjaciela, na
co ten wybuchł jeszcze większym gniewem. Lider jednak już go nie słuchał. Zdjął
z wieszaka kurtkę i zaczął się ubierać.
- Gdzie idziesz? – Zainteresował się Jjong.
- Do domu, próby raczej i tak już nie zrobimy skoro zniknął nam główny tancerz.
– Po tych słowach Lee po prostu opuścił salę ćwiczeń, wychodząc przy tym na
mroźne powietrze.
Pogoda zamiast ulegać poprawie wciąż się pogarszała, tak bardzo oddając
nastrój Onew w tamtej chwili.
Chłopak, aby nie zmarznąć w drodze do domu, zatrzymał taksówkę i
rozsiadł się wygodnie w ciepłym wnętrzu auta. Zwyczajowe odgłosy miasta zostały
na chwilę zagłuszone przez warkot silnika, dudniący deszcz i jego własne,
czarne myśli.
W głowie na okrągło huczały mu słowa Key: ‘powinieneś z nim
porozmawiać’, a przecież doskonale o tym wiedział. Jednak bał się. Był pełen
obaw, że podczas poważnej rozmowy pokaże zbyt wiele uczuć, że powie jak bardzo
drży ze strachu o się o swojego Taemina, jak jest o niego zazdrosny czy też jak
mocno mu na nim zależy.
Wiedział, że nie może tego zrobić, ponieważ jego uczucia są sprzeczne z
naturą i wszelaką harmonią utworzoną przez świat. To, co czuł nigdy nie mogło
zostać odwzajemnione.
Wolał cierpieć w samotności niż dawać jakiekolwiek problemy do zmartwień
maknae.
Jedyne, czego pragnął to jego szczęście.
~ * ~
Taemin siedział na kanapie w salonie rozkoszując się smakiem gorącej
czekolady. Jego szeroko otwarte, brązowe oczy z zachwytem wpatrywały się w
ekran telewizora, na którym wyświetlany był program dokumentalny o pandach
wielkich.
Nagle chłopak usłyszał szczęk klucza w zamku. Zlękniony spojrzał na
zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. Coś zdecydowanie się nie zgadzało.
Ostatnimi czasy członkowie zespołu po skończonym treningu zawsze odwiedzali
bliski hali bar; tam jedli kolację i często pili o wiele więcej soju niż
powinni.
Tymczasem drzwi się otworzyły i dało się słyszeć kroki jednej osoby.
Maknae odłożył kubek z parującym płynem na szklany stolik, a wszystkie mięśnie
w jego ciele się spięły. Ze strachem i bądź, co bądź lekkim zaciekawieniem
obserwował lekko uchylone drzwi do salonu.
Tae słyszał przyspieszone bicie własnego serca i czuł jak puls niemal
rozrywa mu czaszkę, jego oddech znacznie przyspieszył, a na karku pojawiły się
zimne krople pot, po chwili, która zdawała się trwać wieczność, podwoje
chroniącego przed resztą świata otworzyły się na oścież.
‘Napastnik’ stał w przejściu i ze zdziwieniem wpatrywał się w przykrytą
pod kocem postać. Spod grubego materiału wystawał tylko kawałek jasnej grzywki
i duże, przestraszone oczy. Jednak ich wyraz zmieniał się z sekundy na sekundę.
Nagle młodziak wygramolił się spod koca i rzucił nowo przybyłemu w ramiona,
przy okazji głośno krzycząc:
- Hyung! Wystraszyłeś mnie!
- Taeminnie…- Onew stał, delikatnie przyciskając do siebie roztrzęsione,
rozgrzane ciało. – Taeminnie… co się stało?
- Myślałem, że to bandyta! – Maknae odezwał się drżącym głosem wtulając
nosek w kark chłopaka.
- Mój głupiutki Taeminnie… Bandyta nie otworzyłby drzwi kluczem.
- Może i masz rację hyung. – Przycisnął się mocniej do ciała starszego. Musiał
przyznać sam przed sobą, że trochę wykorzystywał sytuację, ale nie mógł sobie
odmówić ciepła Jinki, nie zależnie od tego jak bardzo później miało go boleć
odsunięcie się od niego.
Niestety, ten moment nadszedł zbyt szybko. Obydwoje chcieliby, aby tamta
chwila trwała wiecznie, ale nikt nie urzeczywistnił marzeń, żaden nie
wypowiedział ani słowa na ten temat. Onew, z cichym westchnieniem, delikatnie
wyswobodził się z objęć przyjaciela.
- Jadłeś już kolację? – Jinki odezwał się tym samym zimnym głosem,
którego Taemin tak bardzo nie chciał słyszeć, a zdarzało się to coraz częściej.
Czuł, że do jego oczu napływają słone krople odwrócił się, więc od lidera i
powrócił na kanapę ponownie zakopując się pod kocem.
- Jadłem. – Skłamał cicho i znów skupił się na ekranie telewizora, po
którym akurat przewijały się mało ciekawe reklamy.
Onew cierpiał, czuł ból taki jak jeszcze nigdy wcześniej. Przez tę
krótką chwilę, gdy mógł trzymać tancerza w ramionach był tak bardzo szczęśliwy,
ale wiedział, że młodszym chłopakiem po prostu targają emocje. Nie mógł
pozwolić sobie na nadzieję, w tej beznadziejnej sytuacji ona nie istniała.
Jinki wyszedł z salonu, gdy tylko Taemin usłyszał dźwięk zamykanych
drzwi z jego oczu wydostały się gorące łzy.
~ * ~
- Nie wiem, o co chodzi, ale w ogóle mi się to niepodobna.
- Podzielam to, co czujesz Key, ale co my możemy na
to zaradzić? – Młodszy Kim westchnął głęboko i przymykając oczy oparł głowę o
ramię przyjaciela.
- Taemin jest załamany, Onew też i po pierwsze; to
źle wpływa na zespół, a po drugie bardzo się o nich martwię. Nie chcę, aby byli
smutni. – Key przerwał na chwilę swoją wypowiedź zastanawiając się czy może
podzielić się wszystkimi swoimi obawami. W końcu postanowił dopowiedzieć
jeszcze coś. – A tak poza tym, nie podoba mi się to jak Victoria ostatnio
zbliżyła się do Onew.
- A ty jak zawsze wietrzysz jakiś spisek? – Jjong westchnął
cicho i przygarnął Key do siebie otaczając go ramieniem.
- Tu nie chodzi o spisek tylko o to, że ona za
bardzo się przymili. Nie tylko do Onew, ale do całego zespołu. To nie jest
dobre i wcale mi się nie podoba. Nie zamierzam jednak…
- Nie powinniście już spać? – Minho stał w drzwiach
sennie przecierając oczy. Młodszy z dwójki panów siedzących na kanapie
odskoczył od przyjaciela fukając przy tym cicho i patrząc z wyrzutem na
zaspanego rapera. – Zachowujecie się jakbyście spiskowali, albo co najmniej
robili rzeczy, których robić nie wypada.
Minho zaśmiał się, za to na policzki Key wstąpiły
delikatne rumieńce. Jjong podniósł się z
kanapy z lekkim, pocieszającym uśmiechem na ustach.
- On ma rację Key, powinniśmy się już położyć. –
Eomma kiwnął głową i poszedł w ślady przyjaciela, po czym obydwoje oddalili się
w stronę swoich pokoi.
W tym samym czasie lider zespołu wpatrywał się w
dużą, srebrzystą tarczę Księżyca, jakby szukał tam odpowiedzi na swoje pytania.
W pewnym sensie Taemin był dla niego taką satelitą. Wydawałoby się, że jest
blisko, na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko wyciągnąć palce i chwycić… ale
gdy próbuje się to zrobić to okazuje się, że jest przeogromnie daleko. W
nieosiągalnym i niedostępnym miejscu. Nie mogło tutaj pomóc błaganie,
krzyczenie, płacz czy nawet lina, którą można by przyciągnąć do siebie
upragnioną osobę. Onew wiedział, że musi oddzielić realność od fikcji. Możliwe
od niemożliwego. Prawdę od kłamstwa.
Mógłby odejść, pozostawić wszystko: karierę,
zespół, przyjaciół, nieszczęśliwą miłość, ból… mógł, ale nie chciał, bo
wiedział, że nie będzie w stanie wytrzymać ani jednego dnia bez osób, które
kochał.
I choć Taemin miał zostać na zawsze odległy niczym
Księżyc, to woli żyć z bólem rozsadzającym mu klatkę piersiową niż egzystować
gdzieś, bez możliwości ujrzenia pięknej i niewinnej twarzy maknae.
Bo tak jak Ziemia nie może istnieć bez Księżyca tak
i on nie mógł żyć bez Tae.
W sąsiednim pokoju najmłodszy chłopak w zespole
leżąc na łóżku wpatrywał się w zimny kolor ziemskiego satelity rozmyślając czy
kiedykolwiek będzie mu dane być szczęśliwym.
„ Serce obawia się cierpień […] Powiedz mu, że
strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne
serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia.”
Paulo Coelho
